piątek, 30 maja 2014

Nie o tolerancji


Powiem od razu o co mi chodzi, a o co nie. Chodzi mi o społeczeństwo, którego funkcjonowanie oparte jest na szacunku, miłości, empatii. Nie chodzi mi o tolerancje i warunkową akceptację.  Nie wystarczy mi,  bardzo polskie z resztą, stwierdzenia „ja do gejów nic nie mam”,  lub „jestem osobą bardzo tolerancyjną mającą znajomych różnych ras, o odmiennym światopoglądzie aniżeli ja, różnych upodobań seksualnych…”. Dlaczego mi to nie wystarcza, bo to szowinistyczne frazesy. Tabliczki, mające zapewnić wszystkich dookoła, że jesteśmy w porządku. Ale nie jesteśmy. Bo świat, w którym podają takie słowa nie jest w porządku dla gejów, lesbijek, obcokrajowców, kobiet, zwierząt. Wytłumaczę to może tak. Spróbuj sobie wyobrazić (jeśli jesteś heteroseksualnym, białym mężczyzną, bo w innym przypadku pewnie znasz to z autopsji), że ktoś mówi o tobie: „ja do ciebie nic nie mam, ale nie chce cię widzieć na ulicy, ja do ciebie nic nie ma, ale nie powiem mojemu dziecku, że istniejesz i że ma masz takie samo potrzeby jak ja i ono”. Miło? Przyjemnie? Fajna tolerancja?

Niech sobie żyją ci wszyscy odmieńcy (łaskawie się na to godzimy) tylko niech nam nie wchodzą w drogę, a już na pewno nie naszym dzieciom.  Tak wygląda polska tolerancja. Nie ma we mnie zgody na taki świat.  Żeby coś zmienić trzeba edukować, trzeba tłumaczyć, oswajać te inności różne. Mamy w sobie atawistyczne nastawienie – inny – wróg. Żeby je przełamać trzeba trochę pracy. Ale warto, w imię rozwoju własnego i społeczeństwa. W imię tworzenia wspólnoty, którą łączy wzajemny szacunek, uważność na potrzeby, empatia. Dlaczego o tym piszę? Zaczęło się od  wpisu na znajomym mamowym blogu. Wpis dotyczył książeczki, której główna bohaterka ma dwóch wujków. Jedna z mam, w komentarzu, delikatnie ostrzega przed tą pozycją, zastanawiając się czy trzylatek „dźwignie” temat homoseksualizmu. Jestem heteroseksualna, ale jest mi przykro, kiedy czytam takie słowa, jest mi bardzo przykro i jestem też wściekła. Dlatego też ten tekst pewnie będzie bardzo emocjonalny, bo nie umiem zachować zimnej krwi i pisać rzeczowo.

Przykro mi, bo wpis tej pani może przeczytać gej albo lesbijka. Myślę, co wtedy poczuje. Pani, która to pisał chyba się nad tym nie zastanowiła. Co tu jest do dźwigania w ogóle? Miłość, potrzeba bycia razem? Dzieci przyjmują świat z otwartymi ramionami. Jeśli powiemy im, że dwóch mężczyzn może tworzyć rodzinę, to przyjmą to bez żadnej ekscytacji. Będzie to dla nich normalne. Tak normalne jak dla nas dziś normalne jest to, że kobiety mogą głosować. Jeśli natomiast będziemy chronić dziecko przed tą „straszną” wiedzą, stworzymy poczucie, że jednak coś jest nie tak, że to jednak jakieś inne. Książeczka, o której mowa pokazuje świat taki jakim jest – różnorodny. Jeśli dziecko będzie chciało, to o coś dopyta, a może nie zapyta, bo nie zauważy nic dziwnego.

 Jestem wściekła, bo jest w świecie dużo tematów, których nie udźwignie trzylatek (i dorośli też nie dźwigają). Ale do tych spraw nie należy miłość, dobro, empatia, które trzeba w dziecku rozbudzać od dnia narodzin. Mam ośmiomiesięczną córeczkę. Nie opowiadam jej o głodzie na świcie, o uboju rytualnym, o wojnach i wszechobecnej władzy pieniądza. Opowiadam jej o cieple, bezpieczeństwie, przyjaźni, miłości. Więc zamierzam kupić książeczkę o dziewczynce, która miała dwóch wujków. Moje dziecko jest moją nadzieją na lepszy świat i taki będą z nią budować, pokazując jej jego różnorodność (a nie udając, że ktoś nie istnieje).
Patrzę teraz na nią… Matylda „dźwigniesz”? Uśmiecha się do mnie, robi porządki w swojej biblioteczce i chyba też zauważyła brak jednej pozycji :)


13 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, naukowym językiem nienormalne. Ale na co dzień słowo "normalny" postrzegamy nieco inaczej. Nauka nazywa nienormalnym rzeczy, których my byśmy tak nie określili. Biologicznie nienormalnym będzie antykoncepcja czy in vitro.
      "Szkodliwe społecznie osobniki"? W jaki sposób szkodliwe? Jak ta "resocjalizacja" miałaby wyglądać?
      A historię najładniej zakłamuje akurat prawica, a nie tzw. lewacka cywilizacja śmierci.

      Usuń
  2. Pozwoliłam sobie usunąć komentarz, zamieszczony powyżej. Ponieważ mój tekst takich właśnie wypowiedzi dotyczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postępowa wolność słowa, widzę;)
      Mnie jest przykro i jestem wściekła, gdy widzę oburzenie nietolerancyjnymi ludźmi. Gdy widzę, że na siłę cały świat stara się przekonać innych, że nie mają racji, gdy właściwie ją mają (przypominam, że homoseksualizm został wykreślony z listy chorób psychicznych pod naciskami w dość niejasnych okolicznościach).
      Czy naprawdę każdy musi zgadzać się z tym, że homoseksualizm jest fajny i dobry? Chyba nie.
      I nie, nie jestem przeciwna związkom homoseksualnym, ale nie jest to problem parzący, a co więcej: DOTYCZĄCY mnie. Dlaczego na siłę pół świata naciska, by ludzie uznali za normalne coś, na co nie mogą się godzić? Dlaczego nie pozwolić ludziom mieć własnego zdania?
      Uważam, że jeśli ktoś sądzi, że nie ma nic do tego, co kto robi w czterech ścianach jest optymalną ilością tolerancji. Naprawdę nie ma potrzeby obnosić się ze swoją seksualnością i afiszować własną "normalność" na ulicy. Ja czy Ty nie wychodzimy w lateksie na ulicę i nie oświadczamy całemu społeczeństwu, że lubimy być tak a nie inaczej traktowane w łóżku. Po co walczyć o prawa w tak OBLEŚNY sposób?
      Uwierz mi, że gdyby nie sposoby "walki z homofobią", zjawisko by nie istniało. Ale jeśli ktoś staje przede mną, niemalże wykrzykując: "masz mnie akceptować, bo jestem normalny i jesteś homofobem, jeśli tego nie zrobisz" to powstaje we mnie odruchowo niezgoda na narzucanie mi czyjegoś zdania.
      KAŻDY ma prawo do życia tak, jak ma ochotę. Mieszkamy pod tym samym słońcem, oddychamy tym samym powietrzem. A i nie czuję obrzydzenia do kogokolwiek ze względu na orientację, kolor skóry czy płeć. Nie chcę go krzywdzić, szanuję inność, ale nie mam ochoty, by wyskakiwał mi z lodówki niemalże każąc mi siebie TOLEROWAĆ.
      Ludzie powariowali, chcąc uczyć dzieci o tym, że to wszystko jest NORMALNE. Bo nie jest.
      Dziecko powinno wiedzieć, że każdej istocie żyjącej na planecie należy się szacunek (szacunek do życia głównie), że nie wolno wytykać nikogo palcami, że każdy ma prawo do egzystowania w taki sposób, jaki mu odpowiada. Że wyśmiewanie się, wyzywanie, wyszydzanie jest niekulturalne i zwyczajnie nieuprzejme. Że ludzie mają różne kolory skóry, różną budowę ciała, ale... na siłę jakąś wyższą!, nie dlatego, że ma takie czy siakie preferencje seksualne. Nie udawać, że zjawisko nie istnieje, że dwóch panów czy dwie panie się za rączkę nie trzymają, bo dzieci i tak to widzą. Ale po co je wtajemniczać od razu w to, że panu X nie podobają się panie i woli pana Z? Wiedza powinna być przyswajana stopniowo. Tak, by młody człowiek mógł sam wyrobić sobie zdanie na jakiś temat. Dlatego mimo wszystko jestem przeciwna propagowaniu "książeczek o dziewczynce, która ma dwóch wujków".

      Usuń
  3. Dokładnie tak! Mam nadzieję, że większość rodziców będzie wychowywać swoje dzieci w taki sposób, w duchu poszanowania drugiego człowieka i tolerancji. A z drugiej strony, kiedy patrzę na dzisiejsze młode pokolenie - na moje pokolenie, to tracę wszelką nadzieję na zmianę mentalności naszego społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. a twój komentarz to internetodebilizm

      Usuń
  5. Więc czemu nie opowiada Pani dziecku o całkowitej różnorodności świata? O głodzie i wojnach? Przecież jeżeli oswoi Pani dziecko z homoseksualizmem, to będzie w porządku, a w przyszłości w szkole zwyzywają je od pedałów, czy innych lesbijek, bo taki właśnie jest ten różnorodny świat. Jeżeli już pokazujemy dziecku świat jaki jest, to trzeba też przypomnieć o wadach i niebezpieczeństwach związanych z otwartością, jaką Pani prezentuje. Bo z tego, co widzę, to przekazuje Pani swojemu, że homoseksualizm jest świetny, ale że dużo dzieci par homoseksualnych doświadcza znęcania seksualnego to już nikt nie powie? A może to, że często ludzie nawet rozmawiający z takimi są wyszydzani? I nie, nie mam nic do homoseksualizmu, niech sobie żyją wśród nas, nawet na ulicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli dzieci są wychowane to się nad nikim nie znęcają. Zamiast chodzić na imprezy/gonić za pieniądzem i oddawać dziecko pod opiekę przedszkola/szkoły/kościoła/dziadków 24/7 wypadałoby zająć się jego edukacją samemu. A nie potem rodzice mają pretensje bo "szkoła nie wychowała to nie moja wina".

      Usuń
  6. popieram i pozdrawiam. "toleruje" to owcza skora na wrogosc i uprzedzenia

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi się to co piszesz, ale jedna rzecz mnie razi. Widzę cię jako postępową, nowoczesną osobę, a jednak gust niedzisiejszy. Chodzi mi o imię córeczki, naprawdę Matylda? Ja do ciebie nic nie mam, jestem osobą bardzo tolerancyjną, mającą znajomych różnych ras, o odmiennym światopoglądzie aniżeli ja, różnych upodobaniach seksualnych... Jednak masz absolutnie chujowy ten gust.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy czytam niektóre komentarze, to tracę wszelką nadzieję w ludzi. Widzę, że niektórzy chyba w ogóle nie zrozumieli, co autorka próbuje przekazać. To bardzo smutne.
    To moja pierwsza wizyta na tym blogu, ale na pewno będę odwiedzać Cię częściej, głównie dlatego, że interesuję się tematem weganizmu, ale podoba mi się również, że publikujesz teksty takie, jak ten. Pozdrawiam serdecznie. : )

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Wszystko, co mam w tej kwestii do powiedzenia jest w tekście. Także nie będę się powtarzać. Obawiam się,że czasami nić porozumienia jest bardzo trudna do zbudowania (co nie znaczy,że niemożliwa). Bardzo podoba mi się stwierdzeni,że tolerancja to to owcza skora na wrogość i uprzedzenia - warto to przemyśleć.
    Proszę jedynie o panowanie nad językiem. Myślę,że krytykę można wyrażać w sposób kulturalny (nawet jeśli dotyczy imienia mojej córeczki).

    OdpowiedzUsuń